Aby produkt się sprzedawał, klienci muszą go znać. A nic tak dobrze nie wpływa na rozpoznawalność marki, jak jej obecność w mediach społecznościowych. Branża spożywcza ma tutaj wyjątkowe pole do popisu, ponieważ właściwie każdy lubi oglądać grafiki z jedzeniem, co często powoduje, że od razu stajemy się głodni. Jednak jak pokazać swój produkt w mediach społecznościowych, by konsument zapragnął go mieć – a co za tym idzie – by wzrosła jego sprzedaż?

Po pierwsze: pamiętajcie o pornografii 😉

Food porn to nic innego, jak przedstawienie produktu czy potrawy w sposób zmysłowy, budzący pożądanie i wręcz pobudzający apetyt. Zdjęcia przygotowane w tej konwencji mają wyraziste kolory, często zmysłowo ociekają sosem, a jedzenie ułożone jest w estetyczny sposób. O ile przedstawienie w ten sposób np. czekolady raczej nie będzie problemem, to co zrobić z takim produktem, jak np. ocet, oferowany przez naszego klienta – Octim? Stosujemy dokładnie te same zasady, tyle że warto prezentować ocet m.in. jako składnik apetycznego dania. Zdjęcie sałatki ze świeżych warzyw polanej dressingiem z dodatkiem octu jabłkowego czy musztardy będzie intensywnie działać na ślinianki oglądających i wywoła w nich pozytywne skojarzenia z produktem. Podobnie będzie z grillowanym, soczystym kurczakiem polanym glazurą balsamiczną, która apetycznie rozpływa się na talerzu. Aż chce się jeść!

Po drugie: własne zdjęcia

By pozyskać materiał do publikacji, może okazać się niezbędne wykonanie produktowej sesji zdjęciowej. Dzięki temu najlepiej pokażemy walory swojego asortymentu. W razie braku czasu lub budżetu na takie przedsięwzięcie oczywiście można posiłkować się fotografiami z banków zdjęć, jednak nic nie zastąpi oryginalnej i własnej aranżacji z produktem. W przypadku planowania sesji pamiętajmy o: ciekawej scenerii, różnorodnych akcesoriach/naczyniach, oczywiście o profesjonalnym fotografie, a także o styliście jedzenia, choć nie jest to niezbędne. Oczywiście o organizację sesji można poprosić agencję PR, która zajmie się pełnym przygotowaniem i zadba o wszystkie te szczegóły.

Po trzecie: bierz to, co Mark daje!

Facebook to nie tylko posty, zdjęcie w tle i zdjęcie profilowe. Swoją ofertę produktów warto dodać do zakładki „Sklep”. Dzięki niej nasi fani mają pełny obraz prezentowanego asortymentu razem z ceną, bez konieczności „wychodzenia” z Facebooka. Możemy tu także oznaczyć „Polecane produkty”, które będą wyświetlać się w pierwszej kolejności. Oczywiście nie zapominajmy o ciekawym opisie, który objaśni właściwości produktu.

Warto także śledzić zakładkę „Marketplace”. Facebook umożliwia firmom wystawianie ofert za jej pośrednictwem, więc jeśli ktoś jest nastawiony na sprzedaż bezpośrednią, to warto wypróbować to miejsce.

Na Facebooku i Instagramie mamy możliwość promowania postów, co skutkuje zwiększeniem ich zasięgu. Warto wygospodarować w miesięcznym budżecie choćby kilkaset złotych na działania reklamowe, ponieważ ma to realne przełożenie na zasięg i liczbę reakcji pod postami. Niestety, ale przy obecnych algorytmach Facebooka, bez nakładu finansowego ciężko konkurować z innymi firmami z branży.

Po czwarte: zaprzyjaźnij się z blogerami

Współpraca z blogerami kulinarnymi w pierwszej chwili kojarzy się z niechcianymi dodatkowymi kosztami: bo trzeba wysłać produkty, albo zapłacić za wpis czy przepis. Dlatego warto na początku zastanowić się, na jakich korzyściach z takiej współpracy zależy nam najbardziej: czy na uzyskaniu dodatkowego rozgłosu dzięki sławie znanego blogera, czy na dodatkowych publikacjach, a może tylko na przepisach z wykorzystaniem naszych produktów. Jeśli rozpoznawalność w tym momencie nie ma dla naszej marki aż takiego znaczenia, a szczególnie interesują nas przepisy, to taka współpraca wcale nie musi dużo kosztować. Początkujący blogerzy, których w ostatnim czasie pojawia się coraz więcej, bardzo często chętnie podejmują współpracę barterową. Dla firmy oznacza to tylko koszt produktów i przesyłki, a w zamian możemy otrzymać wartościowe przepisy i wpis na blogu ze zdjęciami. Przepis zawierający unikalne fotografie potrawy z naszym produktem w tle później przyda się do stworzenia postu na FB, do zamieszczenia na stronie internetowej firmy, może być wykorzystany w materiałach reklamowych i do publikacji w prasie. Za tak niewielki nakład finansowy – naprawdę warto.

Dla niektórych te porady mogą nie być odkrywcze, jednak stanowią fundament, na którym warto oprzeć planowanie strategii promocji wizerunku naszej marki. Jeśli jednak zależy nam na dużych efektach, a nie mamy czasu, by poświęcić naszym fanpage’om całkowitej uwagi, to warto oddać to w ręce profesjonalistów. A tych – wiecie, gdzie szukać 😉 -> https://wordsmith.pl/kontakt/

Porozmawiaj z nami